KAWAŁY I DOWCIPY
"Kawały i Dowcipy o Bacy"
| Część 4 |
[1]
[2] [3]
[4]
Dział ten zawiera śmieszne i zabawne kawały i dowcipy. Znajdziecie tutaj przeogromny zbiór kawałów i dowcipów o Adamie Małyszu, o Jaskiniowcach, o Rolnikach i Górnikach, o Szefie, o Teściowej, o Żydach i wiele wiele innych. Co będę Wam pisał, najlepiej sami się przekonajcie... Zapewnimy Wam dobrą zabawę!! Zapraszam i życzę przyjemnego czytania.
* * * * * * *
* * * * * *
Baca
rozwodzi się z gaździną. Odbywa się rozprawa w sadzie. Sędzia pyta się
Gazdy:
- Powiedzcie, Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z ta gaździną, przecież
żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła?
Gazda na to odpowiada:
- A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada.
Na to w końcu sali podnosi się ze swojego miejsca juhas i woła:
- Głupoty, Gazdo, gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie!
Juhas
widzi bacę prowadzącego duże stado owiec.
- Dokąd je prowadzicie?
- Do domu. Będę je hodował.
- Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać?
- W mojej izbie.
- Toż to straszny smród.
- Cóż, będą się musiały przyzwyczaić.
Wraca
gaździna pociągiem z jarmarku i pyta siedzącego z nią w przedziale pasażera:
- Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje?
- Mnie nie!
W
Tatrach na hali opala się naga blondyna. Raczej śpi, albo jest mocno zamyślona.
Przechodzący turysta zgorszony widokiem nagiego damskiego łona przykrywa je
swoim kapeluszem!. Przychodzi Baca, patrzy i mówi:
- O Jezusicku! Wciągnęło faceta!
Góral
wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni.
On sprzeciwia się i wyprowadza ja na spacer.
- Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo?
- No widzę! ChodŹ do sypialni.
- A widzisz te piękne wzgórza?
- Widzę, no chodŹ już!
- A widzisz te piękne łąki?
- No widzę widzę! No chodŹ do ...
- No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała.
W
górskiej chacie pod Gubałówką wielka uroczystość. Jan Gąsienica kończy
sto lat.
Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i dyplom.
Wszyscy trzęsącego się ze starości pomarszczonego Gąsienice pytają, jak dożył
tak sędziwego wieku.
- Zwyczajnie, nie pilech, nie palilech, za dziewkami nie gonilech...
W tym momencie przerywa mu straszny hałas.
- Nie przejmujta się - mówi Gąsienica - to tylko mój starszy brat, cała noc
pil gorzałę, to mu się chce teraz ganiać za dupami.
-
Czy to prawda baco, ze tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta
turysta górala.
- A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntoz?
- Widzę...
- Tu leżą ci, co przyszli na zabawę bez zaproszenia...
Baca
rozmawia z turysta:
- Zabiłem wczoraj 10 cmów - mówi baca.
- Ciem - poprawia turysta.
- Kapciem.
Komisja
w Poroninie pyta górala, czy znal Lenina.
- Powiedzcie gazdo czy znaliście wodza rewolucji?
- Ni, ale uratowolek mu życie.
- !???!! Jak to uratowaliście mu życie?
- Ano idę jo rano, na grań, a tu jakisik panocek siedzi na pieńku nad
przepascia i cosik pisze. Wracom pode wieczór i ten som panocek siedzi i cosik
rysuje.
- No to w jaki sposób uratowaliście życie Leninowi.
- Ano przeca, moglek go zepchnonc w ta przepaść, ale nie zepchnąłem ... no i
tak uratowolek mu życie.
Przyjechał
turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta:
- Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, ze się światło cały czas pali?...
- Baco, przy świetle to dopiero przyjemność!
Na drugi dzień turysta pyta bace:
- No i jak, lepiej przy świetle?
- Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy!
Płacze
zgwałcona Maryna, podchodzi baca :
- Czemu płaczesz Maryna ?
- Oj zgwałcili mnie zgwałcili !
- A o pomoc wołałaś ?
- Oj wołałam wołałam ?
- I nikt nie przyszedł ?
- Nikt nie przyszedł !
- A ku wierchom wołałaś ?
- Oj wołałam wołałam ?
- I nikt nie przyszedł ?
- Nikt nie przyszedł !
- A ku lasowi wołałaś ?
- Oj wołałam wołałam ?
- I nikt nie przyszedł ?
- Nikt nie przyszedł !
- Nikt nie przyszedł ?
- Nikt, nikt nie przyszedł ?
- To i ja sobie ulżę !
Siedzi
baca na przyzbie, podchodzi turysta:
- Co robicie baco?
- A tak sobie siedzę i myślę.
- A to wy zawsze tak ?
- Nie, ino jak mam czas.
- A jak nie macie czasu ?
- To sobie ino siedzę.
Przychodzi
baca do kolegi chirurga i mówi:
- Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! WeŹ ty jej zrób jakąś
operację !
- Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie
kosztować z jakieś dziesięć tysięcy.
Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik:
- Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś.
- A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek
odstrzelić.
Autostopowiczka
zatrzymuje samochód na drodze z Poronina do Zakopanego. Samochód zjeżdża na
pobocze i szofer odkręca okienko.
Autostopowiczka wsadza głowę do środka, a wtedy kierowca podkręca szybko
okienko, wychodzi drugą stroną, zadziera kieckę i rżnie
rzeczoną autostopowiczkę, poczem odkręca okienko i odjeżdża. Wtedy zza
drzewa wychodzi góral i rzecze:
- Auto, jak auto, ale takie drzwi to se muszę kupić.
Siedzą
dwie Góralki na płocie i plotkują, plotkują po czym jedna mówi do drugiej :
- Oj Maryna trza mi Cię będzie pożegnać, widzę idzie Franek z kwiatami trza
mu będzie dupy dać !
- A co to u was flakona ni ma?
Pewnemu
bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale
za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł
głowę i woła do nieba:
- Panie Boże! Za jakie grzechy ?!
Na to głos z nieba:
- Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja Cię chyba Józek
nie lubię...
Idzie
dwóch baców koło sklepu spożywczego...
- Baco! Wiejejmy stąd ino żywo!!!
- A czemusz to!?
- Bo tu piszą "Dżemy jaja!!!
Bacowa
budzi swojego męża w środku nocy.
- Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ja i zabij.
- Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama
zdechnie ze strachu.
Dwóch
górali: mały i duży sikają na mur. Mały strasznie mrugo ocami.
Widząc to drugi pyto:
-Co tak mrugos?
-Bo mi do ocu prysko!
Na
ostry dyżur przywożą górala ciężko pobitego, a ten na noszach zwija się
ze śmiechu. Lekarz pyta:
- I z czego się pan tak śmieje? Szczęka złamana, cztery żebra też, oko
wybite?
Góral na to:
- Ja to nic, ale Jontek ma dzisiaj noc poślubna a ja mam jego jaja w
kieszeni!
Baca
przyjechał do Warszawy. Myśli sobie: "psejode się tromwojem".
Idzie do kiosku i gada:
- Poproszę bilet na tromwaj. Mijsce konicnie sidzonce.
Siedzi
baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc
straszne piski próbuje zaprotestować:
- Baco, co robicie ?!
- ano kota piere - rzecze baca
- ale baco, kotów się nie pierze!
- piere się piere.
Nie przekonawszy bacy, turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał
po kilku
godzinach zobaczył bacę i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową
i mówi:
- a mówiłem, że kotów się nie pierze?
- piere się piere ino nie wyżyma...
Ten
sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki, baca gościnnie
częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza
leci mu z góry woda...
- Baco dach ci przecieka.
- Wim...
- To dlaczego nie naprawisz??
- Ni mogę, przecież dysc pada.
- To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada??
- A bo wtedy nie cieknie...
Pijany
góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać.
- Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli sciongnoć - prosi żonę.
Ta podchodzi i załamuje ręce.
- Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach!
Baca
słyszy krzyki z podwórka:
- Czego tam?
- Bacoooo! Potrzebujecie drewna?
- Nieeee! Przecie mom!
Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy:
- O kur.*! Gdzie moje drewno?!
Zapisują
bacę do Partii. Sprawdzają życiorys.
- No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie?
- Ni, ta bydzie pirsa.
Przychodzi
turysta do bacy i pyta:
- Baco, macie jakiś pokój do wynajęcia?
- Mom.
- Za ile?
- Dwiście.
- Baco! Za tyle? To bardzo drogo!
- Panocku ale tu jest piknie.
- No dobra baco, ale musi tu być spokój i żadnych dzieci.
- Tu nimo żadnych dzieci.
Turysta idzie spać. Rano o godz. 5 - rumor, wrzask, z poddasza wypada
czereda dzieci. Wrzeszczą, wywracają meble itp.
Turysta zwleka się z wyra (przekrwione oczy itp.) i zaspanym głosem mówi
do bacy:
- Baco, baco, tu nie miało być żadnych dzieci!
- Dzieci? To są skurwysyny, a nie dzieci!
Idzie
turysta po szlaku i nagle słyszy:
- Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i:
- Ło Jezu, Jezu, Jezu!
Turysta: Baco! Baco co wam się stało?!
Baca: Mnie? Nic. Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!!
T: A może komuś w waszej rodzinie?
B: Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!
T: No to co tak lamentujecie?
B: Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!